

Sztuka nie tracenia. Jak naprawdę inwestują zamożni.
Wbrew stereotypom, zamożni nie szukają codziennie fajerwerków. Szukają spokoju. W Polsce – według Ministerstwa Finansów – około 35 tysięcy osób osiąga roczne dochody powyżej miliona złotych brutto, a ponad 100 tysięcy ma majątek przekraczający milion dolarów. To jest nasza codzienność w Evo: HNWI, dla których inwestowanie to raczej rzemiosło niż gra. I całe to rzemiosło zaczyna się od prostej zasady, która brzmi jak banał, ale działa jak twarde prawo fizyki: sztuką nie jest zarabiać, sztuką jest nie tracić.
Globalne raporty potwierdzają to, co widzimy w rozmowach. Liczba HNWI na świecie rośnie, a ich majątek jest coraz bardziej zdywersyfikowany. W ostatnich latach (po spadkach w 2022) populacja i majątek HNWI odbiły – udział akcji w portfelach znów wzrósł, ale utrzymał się istotny bufor płynności. Typowy zamożny inwestor trzyma dziś znaczącą część kapitału w aktywach publicznych (akcje i obligacje), 10–20% w alternatywach (private equity, nieruchomości, infrastruktura) i dwucyfrowy udział w gotówce. To nie jest przypadek. Z danych rodzinnych biur i doradców wynika, że „ochrona kapitału” i „utrzymanie płynności” znajdują się w pierwszej trójce priorytetów obok „wzrostu w długim terminie”. Brzmi konserwatywnie, ale efekty są zaskakująco dobre: inwestor, który nie oddaje rynku w najgorszych momentach, ma większą szansę na docelowy wynik niż ten, który próbuje go pokonać w każdym kwartale.
Jest jeszcze kontekst pokoleniowy. Trwa największy transfer majątku w historii – dziesiątki bilionów dolarów przechodzą do generacji X i millenialsów. Nowi właściciele są przedsiębiorczy i cyfrowi, ale ich zachowania wcale nie są bardziej ryzykowne; są po prostu bardziej świadome, bardziej „procesowe”. Częściej formalizują politykę inwestycyjną, częściej łączą publiczne i prywatne rynki, częściej oczekują przejrzystości kosztów i jakości doradztwa. I tu wchodzimy my: Evo ma być dla nich sparing partnerem, nie megafonem. W trudnych momentach rynkowych rozmowa bywa ważniejsza niż transakcja. Wyedukowany klient nie panikuje, bo rozumie własny portfel, a rozumie go, bo ktoś mu porządnie wytłumaczył, gdzie jest ryzyko, gdzie jest zysk, a gdzie tylko iluzja.
Młodsi inwestorzy lubią metaforę „Świętego Grala”. My mówimy, że Graal istnieje i nazywa się procent składany. To nie jest efektowna sztuczka, tylko cierpliwość z matematyką po tej samej stronie. 7% rocznie podwaja majątek w dekadę, 10% – w około siedem lat. Ta różnica wygląda niewinnie na papierze, a zmienia życie w praktyce. Warunek jest jeden: trzeba przeżyć gorsze lata, bo bez nich nie ma całego wykresu. Dlatego zamożni nie maksymalizują krótkoterminowego zysku; minimalizują prawdopodobieństwo trwałej straty.

Profil naszych klientów dobrze to tłumaczy. Największą część stanowią przedsiębiorcy i ich sukcesorzy. W firmie biorą na siebie duże, nieprzewidywalne ryzyko. To wystarczy. Ich portfel prywatny ma być stabilizatorem – nie konkursem odwagi. Z tego wynika apetyt na obligacje jakościowe, dywidendowe blue-chipy, selektywne private markets, nieruchomości o sensownym cash flow, a także świadome utrzymywanie płynności, żeby w trudnych momentach kupować, a nie być zmuszonym sprzedawać. W statystykach widać to coraz wyraźniej: private equity i nieruchomości rosną jako część portfeli rodzinnych, ale wraz z rozwojem segmentu rośnie też rola due diligence, kontroli ryzyka i etapowania inwestycji. „Alternatywy” przestają być tajemniczą szufladą – stają się narzędziem, które używa się rozważnie.
Z polskiej perspektywy trend ma jeszcze jeden wymiar: profesjonalizacja. W kraju szybko rośnie liczba osób, które nie tylko mają środki, ale też chcą nimi zarządzać „jak instytucja”. Nie pytają: „co teraz da 20%?“, tylko: „jaki miks aktywów da mi realny wzrost ponad inflację przy sensownej zmienności i przewidywalnej płynności?“. To jest moment, w którym doradca zyskuje znaczenie. Dobry doradca nie obiecuje rezultatów – buduje proces. Uczy, porządkuje, kontruje emocje, a czasem mówi „nie”. Paradoksalnie właśnie dzięki temu wyniki bywają lepsze, bo klient nie porzuca strategii w pół drogi.
Gdy patrzy się na całość, obraz jest prosty. Zamożni nie próbują wygrać każdego dnia. Próbują nie przegrać żadnego kluczowego dnia. Budują portfele, które znoszą stres, bo wiedzą, że stres się wydarzy. Mierzą sukces w latach, nie w tygodniach. A jeśli spytać ich o „sekret”, odpowiedzą bez fajerwerków: bądź cierpliwy, licz, nie trać. Reszta to tylko hałas. Evo powstało po to, żeby ten hałas wyciszyć i zostawić to, co najważniejsze: ochronę kapitału, rozsądną stopę zwrotu i zaufanie, które nie kończy się na wyniku jednego kwartału.

